Śmigłowce dla Wojska Polskiego. 2018r.

Kraków 14.09.2018r.

Śmigłowce dla Wojska Polskiego

PZL W-3 nb 0818 2007 rok. Zdjęcie Karol Placha Hetman

PZL W-3 nb 0819 2011 rok. Zdjęcie Karol Placha Hetman

PZL W-3 nb 0506 2014 rok. Zdjęcie Karol Placha Hetman

Od blisko 30-lat Rzeczypospolita nie może sobie poradzić z rozwiązaniem kwestii zakupu śmigłowców dla Wojska Polskiego. Sprawa jest o tyle zaskakująca, że mamy u siebie zakład PZL Świdnik z 60-letnią tradycją. A także drugi zakład również budujący doskonałe śmigłowce. Faktem jest, że oba zakłady nie są własnością Polski, czy nawet większościowego Polskiego kapitału. Ta sytuacja jest efektem wieloletniego likwidowania Polskiej gospodarki, a nawet struktur państwowych, przez postkomunistyczne, a później masońsko-liberalne rządy. Fakty są druzgocące i tysiące nawet artykułów polskojęzycznych mediów nie są wstanie tych faktów zagłuszyć. 

O wartości danego wojska świadczy jego siła nie w momencie względnego spokoju, ale w czasie faktycznego kryzysu. I takie sytuacje w niedawnej historii Rzeczpospolitej już były. Mamy na myśli wojnę w Iraku i w Afganistanie, gdzie w walkę włączyły się śmigłowcowe grup transportowo-uderzeniowych. Wojsko Polskie zdobyło wówczas cenne doświadczenia. Najmocniejszym ogniwem był Żołnierz Polski. Jednak decydenci działali chaotycznie, mało konsekwentnie, a co najważniejsze, nie opracowali strategii dalszego rozwoju Wojska Polskiego, zwłaszcza w dziedzinie śmigłowców transportowych i uderzeniowych. 

Do Iraku posłano śmigłowce Mil Mi-8 oraz PZL W-3 Sokół. Szybko okazało się, że trzeba wysłać wsparcie w postaci szturmowych śmigłowców Mil Mi-24 D, a śmigłowce PZL Sokół należało doposażyć do pierwszego wariantu PZL W-3 Głuszec. 

Nieco inaczej było w Afganistanie. Tam wysłano śmigłowce Mil Mi-17 i Mil Mi-24 W. W trybie pilnym zakupiono najpierw z drugiej ręki 7 śmigłowców Mil Mi-17, a nieco później kolejne 5 śmigłowców Mil Mi-17. Tym razem nie wysłano śmigłowców PZL W-3 Sokół/Głuszec. Od kilku już lat śmigłowce Mil Mi-24 nie mają uzbrojenia precyzyjnego w postaci kierowanych pocisków rakietowych. Ich zapas się wyczerpał. 

Powyższe doświadczenia wykazały wyraźnie, że Wojsku Polskiemu potrzebny jest śmigłowiec szturmowo-transportowy, chociaż by taki na miarę PZL W-3 Sokół/Głuszec, z odpowiednim wyposażeniem i uzbrojeniem. Reasumując, Wojsko Polskie do tego typu konfliktów sprzętowo było słabo przygotowane. 

Na przełomie lat 2006/2007 próbowano uruchomić tak zwany Narodowy Program Śmigłowcowy (NŚP). W 2007 roku w ramach NPŚ przewidywano pozyskanie dla Wojska Polskiego w latach 2008–2018 łącznie 85 śmigłowców, z których 79 egzemplarzy w latach 2013–2018. Program został przez masonerię zablokowany, bo opierał się na Polskich konstrukcjach i Polskich produkcjach. 

Kiedy zablokowano program NPŚ, Sztab Generalny kończył plan modernizacji Wojska Polskiego przewidzianego na okres 2009-2018. Zgłoszono wówczas zapotrzebowanie na około 160 maszyn, które powinny zastąpić niemal 70 % ówczesnego stanu. Ale takiego wysiłku nasza gospodarka nie była w stanie unieść. Dlatego opracowano program bardziej realny, mówiący o nabyciu około 50 śmigłowców w latach 2011-2018. Priorytetem były śmigłowce: VIP (6 maszyn), SAR (8 maszyn dla Marynarki Wojennej), transportowe (24 maszyny), uderzeniowe (12 maszyn). Teoretycznie zakup takiej liczby maszyn wyceniono wówczas na 10 miliardów złotych. Jednocześnie opóźniono kontrakt na dostawę śmigłowców szkolnych PZL SW-4 Puszczyk. 

W latach 2006–2011 pozyskano łącznie 12 maszyn Mil Mi-17 (7 używanych, 5 nowych), czyli ekwiwalent jednej eskadry transportowej. Łącznie w latach 2006–2012 zawarto kontrakty na 43 śmigłowce – 24 PZL SW-4, 12 Mil Mi-17 i 7 PZL W-3. Dostarczono je w latach 2006–2013. Następnie w latach 2013–2014 kupiono jeszcze 5 ultralekkich maszyn Cabri G2.

Wiosną 2012 roku MON ogłosiło przetarg na śmigłowce do wszystkiego. Deklarowano zakup najpierw 26 maszyn. Rozważano zakup jednej platformy w trzech odmianach: transportowej, zwalczania okrętów podwodnych (ZOP) i poszukiwawczo-ratowniczy (CSAR). 

Niespodziewanie, we wrześniu 2012 roku Premier Donald Tusk ogłosił, że na potrzeby sił zbrojnych zostanie zakupionych nie 26 maszyn, ale aż 70 śmigłowców. Nadal jednak opartych o jeden typ. Była to jedna z tysięcy obietnic liberalnego premiera, który sypał nimi jak z rękawa. Oficjalnie Inspektorat Uzbrojenia na swojej stronie internetowej poinformował o korekcie postępowania dopiero w lutym 2013 roku. Już wówczas nieoficjalnie było wiadomo, że zwycięzcą jest śmigłowiec Airbus Caracal.

Do fikcyjnego przetargu oprócz konsorcjum „Program EC725 Caracal Polska” w składzie: Airbus Helicopters, Heli Invest Sp. z o.o., oferujące śmigłowiec EC725/H225 Caracal oferowano dwie kolejne platformy: konsorcjum w składzie: Sikorsky Intermational Operations Inc., Sikorsky Aircraft Corporation, Polskie Zakłady Lotnicze Sp. z o. o., oferujące produkowane w Polsce śmigłowce S-70i Black Hawk i morskie S-70B Seahawk oraz Wytwórnia Sprzętu Komunikacyjnego PZL-Świdnik S.A., oferującą śmigłowce AW 149.

Zagadką pozostały wymagania taktyczno-techniczne (WTT), które napisano na potrzeby przetargu. Nie zostały one formalnie ujawnione, ale fakt, że w postępowaniu mogły brać udział tak różne śmigłowce, jak AW 149 i H225 źle świadczy o przejrzystości postępowania.

Jednocześnie toczyły się postępowania prywatyzacji sektora lotniczego w Polsce, w tym zakładów zajmujących się produkcją śmigłowców. Najpierw, 16 marca 2007 roku 100% udziałów Polskich Zakładów Lotniczych Sp. z o.o. zostało kupione od ARP S.A. przez United Technologies Holdings S. A. (UTH), spółkę United Technologies Corporation (UTC). W ramach koncernu UTC, bezpośrednią współpracę z PZL Mielec podjęła spółka grupy UTC – Sikorsky Aircraft Corporation. Następnie, w 2010 roku zakłady WSK PZL Świdnik S.A. zostały ostatecznie nabyte przez koncern AgustaWestland, należący do holdingu Finmeccanica, a obecnie Leonardo. Prywatyzacja zakładów miała oczywiście olbrzymi wpływ na toczące się postępowania. Oba zakłady, co zrozumiałe, zgłosiły się do przetargu. Ich konkurentem był Airbus Helicopters.

Warto w tym miejscu wspomnieć, że Wojsko Polskie nie zgadzało się ze stanowiskiem MON. Wojskowi widzieli konieczność tylko zastąpienia śmigłowców Mil Mi-8 i Mil Mi-17, a to dlatego, że mniejsze śmigłowce są produkowane w kraju. Żądali śmigłowca z tylną rampą załadowczą. Oferowany Caracal jej nie posiada. Wojsko Polskie liczyło na śmigłowce Sikorsky S-92 lub NHI NH-90. Ale decydenci tej prośby nie dostrzegali. Wymagania czasowe postawione przez stronę Polską spowodowały, że tych maszyn nie zaoferowano. Była także kwestia ceny, ale w tym wypadku można było zakupy rozciągnąć w czasie. 

Po wyborze śmigłowca Caracal okazało się, że one bardzo zdrożały i za 13,4 miliarda złotych można kupić zaledwie 50 sztuk. Offset miał polegać na produkcji łopat wirnika nośnego w WZL Nr 2 w Łodzi, czyli w zakładzie, który specjalizuje się w remontach śmigłowców wojskowych. Z ewentualnej oferty montażu końcowego śmigłowców w Łodzi Airbus się wycofał. 

W maju 2016 roku, w Sejm Rzeczypospolitej Minister Obrony Narodowej Antoni Macierewicz przedstawił raport z audytu w resorcie MON. Był on druzgocący dla byłych rządzących - Platforma Obywatelska i Polskie Stronnictwo Ludowe. Antoni Macierewicz mówił między innymi do byłych rządzących – „Co takiego wam Polska zrobiła, że tak ją pozostawiliście bezbronną?” I dalej – „Planowanie rozwoju sił zbrojnych opierano o stałą liczbę batalionów zdolnych do bezpośredniego prowadzenia operacji obronnej. Nie uwzględniano przy tym ani danych dotyczących wzrostu hipotetycznego potencjału przeciwnika, ani kwestii odtwarzania strat w toku ewentualnych działań obronnych. Takie planowania trudno nazwać zwykłą niekompetencją. Było to świadome działanie na szkodę państwa polskiego.” Szef MON powiedział, że w latach 2010–2015 na realizację programów rozwoju Sił Zbrojnych wydatkowano 50 mld złotych. – „Przy czym żaden z programów, na który wydatkowano w tym czasie te 50 mld złotych, ani wtedy, ani do dnia dzisiejszego nie został ukończony. Co stało się z tymi pieniędzmi, pytam państwa z PO i PSL, gdzie podziało się 50 mld zł? Dodajmy do tego, że z tej sumy zaledwie 2 mld zł rocznie płynęło do polskich przedsiębiorstw, cała reszta była wydatkowana na przedsiębiorstwa zagraniczne.” I dalej „ – Program modernizacji sił zbrojnych od początku był wprowadzaniem opinii publicznej w błąd” – stwierdził szef MON. Minister powiedział, że decyzje jego poprzedników w MON – Bogdana Klicha i Tomasza Siemoniaka w sprawie określenia procedur pozyskiwania uzbrojenia i sprzętu wojskowego nie służyły przejrzystości wydawania środków publicznych, lecz – były instrumentem świadomego i celowego zacierania śladów i rozmywania odpowiedzialności osób planujących i prowadzących zakupy.

W dniu 4 października 2016 roku ogłoszona została decyzja o rezygnacji z pozyskania śmigłowców wielozadaniowych Caracal. „Polska uznaje za zakończone negocjacje umowy offsetowej z Airbus Helicopters w sprawie kontraktu na zakup śmigłowców Caracal, dalsze rozmowy są bezprzedmiotowe.” - poinformowało we wtorek 4 października 2016 roku Ministerstwo Rozwoju w komunikacie. 

Polskojęzyczne media widzą tylko jednego winnego – Ministra Obrony Narodowej Antoniego Macierewicza. Zapominają, że najpierw cały przetarg oprotestowały dyrekcje i pracownicy zakładów PZL Świdnik i Sikorsky-Mielec. Jako działania anty-Polskie należy zaliczyć parcie w kierunku pozyskanie średniego śmigłowca wielozadaniowego Caracal, który miał także być śmigłowcem uderzeniowym. Jego funkcja, jako maszyny szturmowej była i jest iluzoryczna. Podobnie jak miało to miejsce w przypadku Mi-8, które w 60-latach na siłę uzbrojono w niekierowane pociski rakietowe. Podobnie uczyniono z Mi-17-1V, które trafiły na stan Wojska Polskiego. Pod wieloma względami zakup śmigłowców Caracal był nie celowy. Abstrahując nawet od gigantycznej ceny i ilości mających być pozyskanych maszyn. Lansowana teza o wykorzystaniu go do niezliczonej ilości zadań było wprowadzaniem opinii publicznej w błąd. 

Przedstawianie sprawy nowych śmigłowców, tylko w świetle straconego czasu mija się z prawdą. Wbrew powszechnej, medialnej opinii, nie ma presji czasu, bo Wojsko Polskie chwilowo nie bierze udziału w żadnych działaniach za granicą, gdzie konieczne są śmigłowce operacyjne. Temat straconego czasu podnoszą tylko te ośrodki, które lobbują za danym śmigłowcem i tracą partykularne interesy i … łapówki. 

Zmiana władzy w Rzeczpospolitej na rządy Zjednoczonej Prawicy doprowadziła do poprawy sytuacji. Jednak nie łudźmy się, że w ciągu jednej kadencji uda się naprawić to, co tak systematycznie niszczono. Jednak dla Polskich Sił Powietrznych poprawa jest widoczna. Pozyskano średnie i małe samoloty dla przewozu najważniejszych osób w Państwie, czego przez 20 lat nie uczyniły poprzednie Rządy. Choć masoneria nawet wytoczyła proces sądowy. 

Co dalej?

Jako kraj z ogromnym doświadczeniem w dziedzinie budowy i produkcji śmigłowców, nie musimy być zdani na zakupy sprzętu z zagranicy, z zakładów, które w każdej chwili mogłyby nałożyć embargo na dostarczanie części zamiennych do Rzeczpospolitej. 

W interesie naszego narodu jest odzyskanie całkowitego wpływu na zakład PZL Świdnik. Utrzymanie w produkcji śmigłowców PZL SW-4, PZL W-3 Sokół / Głuszec i rozpoczęcie prac nad śmigłowcem PZL Sokół Long / Max. 

W sytuacji gdyby scenariusz odzyskania Świdnika się nie powiódł, w planie „B”, jest pozyskiwanie śmigłowców budowanych w kraju. 

Jeszcze z końcem 2016 roku, ze strony rządzących padło kilka deklaracji dotyczących pozyskania nowych maszyn. Między innymi MON zadeklarował zakup 10 śmigłowców Black Hawk z Mielca (2 sztuki w 2016 roku i 8 sztuk w 2017 roku) dla sił specjalnych. Aby zwiększyć szansę na sfinalizowanie umowy Minister Obrony Narodowej Antoni Macierewicz utajnił wszystkie działania w tej sprawie. Mimo to, postępowanie prowadzone w „całkowitej poufności, dla zamówień o podstawowym znaczeniu dla bezpieczeństwa państwa”, zostało przez masonerię zablokowane.

W 2017 roku uruchomiono dwa postępowania na zakup śmigłowców dla Marynarki Wojennej i Wojsk Specjalnych. Priorytetem także stały się maszyny szturmowe. Problem w tym, że zmiana na stanowisku Ministra Obrony Narodowej w dniu 9 stycznia 2018 roku, nie służy utrzymaniu płynności postępowań. 

Obecnie (2018r.) Inspektorat Uzbrojenia prowadzi procedury zakupu 8 maszyn dla Wojsk Specjalnych i takiej samej liczby maszyn ZOP (zwalczania okrętów podwodnych) z możliwością wykonywania misji ratowniczych dla Marynarki Wojennej (CSAR). W dniu 18 stycznia 2017 roku Minister Obrony Narodowej Antoni Macierewicz informował, że zakup śmigłowców w ramach pilnej potrzeby operacyjnej ma objąć osiem maszyn dla Wojsk Specjalnych i osiem dla Marynarki Wojennej (łącznie 16). Optymistyczne były prognozy, że umowa (umowy) zostanie zawarta w niespełna rok, a pierwsze maszyny będą najpóźniej w połowie 2018 roku, był nie do zrealizowania. Nie dlatego, że nie było woli, tylko dlatego, że układy biznesowe nadal funkcjonują. 

Z początkiem marca 2018 roku dokonano korekty w WTT. Chodziło o urealnienie terminów dostaw nowych śmigłowców, a także kwestii przeglądów, serwisowania i remontów. 

Obecny wybór śmigłowca średniej wielkości jest niezwykle ważny, bo on wyznaczy kierunek na co najmniej kolejne 50 lat. Tak jak to było z samolotami WSB Lockheed F-16 Jastrząb. Zdecydowanie należy zerwać z techniką ze Wschodu.  

Śmigłowce do zadań SAR

Aktualnie w zadaniach SAR wykorzystywane są śmigłowce PZL W-3 RM Anakonda, które przez niektórych są krytykowane. Zwraca się uwagę na możliwość ewakuacji tylko 3 osób oraz to, że śmigłowiec jest niewystarczający do akcji pełnomorskich. Tylko, że praktyka pokazuje co innego. Fikcją jest utworzenie jednej bazy lotnictwa SAR. Nawet najlepszy śmigłowiec, będzie nieskuteczny, gdy do rozbitków będzie miał ponad 500 km, bo to jest strata ponad 2 godzin. Polskie Morze Bałtyckie wymaga trzech baz SAR, a w każdej dyżurujący jeden śmigłowiec. Wówczas czas na oczekiwaną pomoc nigdy nie przekroczy 60 minut. W dodatku dyżurujące załogi mogą siebie nawzajem wspierać. 

Zadanie zwalczania okrętów podwodnych powinno być zadaniem drugoplanowym. Morze Bałtyckie, jako śródlądowe nie jest akwenem atrakcyjnym do tego typu działań. W dodatku śmigłowiec nie jest jedynym orężem na tego typu zagrożenia. 

Proponowane są śmigłowce AW 101 (PZL Świdnik) i H225M Caracal (konsorcjum Airbus Helicopters i Heli Ivest). W morskim programie wymaganie dwuzadaniowości obecnie spełnia jedynie największy, czyli AW 101 Merlin koncernu Leonardo Helicopters, eksploatowany w wersji ZOP z opcją realizacji zadań SAR przez Royal Navy. A więc w bardzo trudnych warunkach i daleko od brzegów. Jest to maszyna o bardzo wysokich osiągach. Jest napędzana trzema silnikami. Jednak jest bardzo droga. Natomiast przy tak niewielkiej ilości zamawianych maszyn trudno spodziewać się wynegocjowania dużego wsparcia dla PZL Świdnik. Drugi śmigłowiec to H225M Caracal. Problem w tym, że jak do tej pory śmigłowiec ten jest eksploatowany, jako maszyna SAR lub jako maszyna ZOP. Więc nie ma jeszcze wersji do obu misji jednocześnie. Niektórzy podkreślają, że dla obecnych władz Zjednoczonej Prawicy będzie to propozycja trudna do zaakceptowania z przyczyn poprzedniego niedoszłego przetargu. 

W takiej sytuacji należy wysunąć wniosek, że WTT dla tego typu śmigłowca są zbyt rygorystyczne. Przypomnijmy, iż w ten sposób zrolowano program PZL I-22 Iryda, który miał mieć zdolności bojowe takie jak wielozadaniowy myśliwiec General Dynamics F-16.

Śmigłowiec dla wojsk specjalnych. 

Wojska specjalne to niemal Polska specjalność. Dysponujemy pięcioma jednostkami specjalnymi. Prawdopodobnie zakup śmigłowców specjalnie dla tych formacji wynika ze zobowiązań podjętych w ramach szczegółowych uzgodnień w NATO. Proponowane są śmigłowce Black Hawk (konsorcjum Sikorsky i PZL Mielec), AW 101 (PZL Świdnik) i H225 Caracal (konsorcjum Airbus Helicopters i Heli Ivest). I chyba ktoś znowu zamieszał w WTT, bo Black Hawk, to zupełnie inna klasa niż AW 101 i H225 Caracal. 

Niektórzy znawcy tematu twierdzą, że śmigłowce dla wojsk specjalnych to maszyny najbardziej zaawansowane technicznie. Mają mieć wszystkie systemy łączności, jakie występują na świecie i wszystkie kodowane. Mają posiadać uzbrojenie ofensywne i defensywne. Możliwość walki radioelektronicznej, stacje radiolokacyjne i wiele innych. Jednym słowem powinny nurkować i latać w kosmos. W rzeczywistości wymagania wojsk specjalnych dla śmigłowców są znacznie bardziej prozaiczne. Jeden kodowany, nowoczesny system łączności, nieograniczona możliwość lotu w nocy i w trudnych warunkach pogodowych, możliwość zabrania drużyny z całym koniecznym wyposażeniem i uzbrojeniem, duża szybkość i zasięg lotu, możliwość szybkiego desantowania i szybkiej ewakuacji, sprzęt medyczny.

Program o kryptonimie Kruk

Program o kryptonimie Kruk to przyszły śmigłowiec uderzeniowy zdolny do przejścia przez zmasowaną obronę przeciwnika i skutecznego zwalczania siły pancernej. Mowa jest o co najmniej 32 maszynach. Ma on całkowicie zastąpić śmigłowce Mil Mi-24, które już dawno utraciły zdolność skutecznego zwalczania broni pancernej z powodu braku pocisków kierowanych. Śmigłowcowi Mil Mi-24 pozostał tylko groźny wygląd, który nie był bez znaczenia w Iraku i Afganistanie. Kruk staje się dziś priorytetem, częściowo kosztem innych programów.

Program wyposażenia armii w maszyny uderzeniowe w ramach programu Kruk, jest dopiero w fazie analityczno-koncepcyjnej, więc droga do umowy i dostaw wydaje się być odległa.

Metodologia 

Pośpiech jest złym doradcą, zwłaszcza przy wydawaniu dużych publicznych pieniędzy. Nie należy się spieszyć, ale nie oznacza to braku działań. Realne wydaje się otrzymanie nowych śmigłowców w 2022 roku.

Bardzo ciekawe jest stwierdzenie masońskiej prasy, „że konstruowanie śmigłowców i samolotów wojskowych to domena najsilniejszych gospodarek świata”.  To w takim razie Brazylia jest potęgą światową, bo takie statki powietrzne buduje. Antoni Macierewicz wielokrotnie mówił, „że budowa i produkcja śmigłowca ze znakiem "made in Poland" to całkiem realna perspektywa”.  Były Minister Obrony Narodowej podkreślał, że jest zwolennikiem zakupu sprzętu produkowanego w Polsce. Prezes PZL Świdnik Krzysztof Krystowski kilkakrotnie podkreślał, że koncern Leonardo jest w stanie dostarczyć Wojsku Polskiemu to, co potrzebuje, a nie to, co firma chce sprzedać. 

Jak masoneria rzuca Rzeczpospolitej kłody pod nogi?

Według masonerii proces wyboru i zakupu śmigłowców dla Polskiego Wojska jest bardzo skomplikowany, długi, wymagający przestudiowania tysięcy dokumentów, sporządzenia kolejnych tysięcy stron dokumentów, niejednokrotnie przeprowadzenia własnych testów, określenia parametrów, wyceny przedmiotów materialnych i „know how”. Jednym słowem droga przez mękę.

No chyba, że śmigłowiec ten jest przez nich lobbowany i kiedy umowa zostanie zawarta dostaną aktówkę z milionem $ nieopodatkowanych. 

Sprawa nie jest wcale tak skomplikowana. Oferowane śmigłowce mają certyfikaty, albo z USA, albo z Zachodniej Europy.  Zamawiający opracowuje WTT na podstawie swoich priorytetów i tego czym dysponuje przeciwnik. Nie kupuje się miecza na muchę i procy przeciw słoniowi. Zaprasza się producentów do składania ofert. Z różnych powodów, nie wszyscy producenci chcą przystąpić do przetargu. Nie powinno się także podawać sumy zarezerwowanej w budżecie państwa. Bo oferent od razu sobie policzy ile można wydusić od kupującego przy deklarowanej liczbie maszyn. Przecież nikt Kowalskiemu nie zaoferuje mercedesa, kiedy ten ma 50 000 złotych i nie ma zdolności kredytowej. 

Do tego dochodzi masońska krytyka wszystkiego, co Polskie, co produkowane przez Polskiego robotnika. Że śmigłowiec PZL Sokół to sprzęt przestarzały, ale żaden z nich nie powie tak o Black Hawk, bo to koń roboczy na całym świecie. 

Nie jest prawdą, że wina w negocjacjach leży zawsze po stronie Polskiej. Z informacji dostępnych z MON wynika, że przypadki są różne. Kiedy do negocjacji ze strony oferenta zostaje wprowadzona nowa osoba, nieposiadająca certyfikatu dostępu do informacji niejawnych, rozmowy są wówczas zawieszanie do chwili, kiedy ten certyfikat zostanie wydany. A ta procedura trawa. Inny przypadek: Oferent zapoznaje się z WTT i okazuje się, że w którymś punkcie on nie wie, czy jego śmigłowiec spełni to wymaganie. Potrzebuje, więc nieraz tygodni, aby sprawdzić czy to jest możliwe. 

Dlatego należy się skupić na śmigłowcach powstających tutaj w kraju. Należy zacieśnić współpracę na linii Departament Uzbrojenia i zakłady produkcyjne. 

Podnoszona jest także kwestia - „Jeśli wybierzemy śmigłowce Black Hawk, to czy USA dostarczy na zaawansowane wyposażenie.” Celowo zapominają, że USA dostarczyły nam WSB Lockheed F-16 Jastrząb z najnowocześniejszym wyposażeniem, więc nie ma obawy, abyśmy nie otrzymali nowoczesnego wyposażenia dla Black Hawk.

Stan faktyczny

W 2016 roku na stanie Wojska Polskiego było blisko 250 śmigłowców. Jednak w większości są to maszyny przestarzałe i niespełniające obecnych potrzeb. 25 % maszyn to śmigłowce PZL Mi-2, 10 % to PZL SW-4 Puszczy w wersji szkolnej. Około 30 % to maszyny PZL W-3 Sokół różnych wersji. Tak więc, 65 % to maszyny zbudowane w Polsce. Kilka procent to maszyny Zachodnie. Pozostałe to maszyny pochodzące z państwa moskiewskiego. 

Śmigłowce w Siłach Zbrojnych Rzeczpospolitej znajdują się na wyposażeniu dużej grupy jednostek wojskowych, rozlokowanych niesymetrycznie na obszarze kraju.

56. Baza Lotnicza w Inowrocławiu wchodząca w skład 1. Brygady Lotnictwa Wojsk Lądowych. Ma cztery eskadry:  jedną eskadrę Mi-24 W, dwie eskadry Mi-2 i jedną eskadrę PZL W-3 Sokół (W-3 PL Głuszec).

49. Baza Lotnicza w Pruszczu Gdańskim, wchodząca w skład 1. Brygady Lotnictwa Wojsk Lądowych. Ma trzy eskadry: dwie eskadry śmigłowców Mi-24 D i jedną eskadrę Mi-2. 

1. Dywizjon Lotniczy w Leźnicy Wielkiej, wchodzący w skład 25. Brygady Kawalerii Powietrznej z Tomaszowa Mazowieckiego. Ma dwie eskadry śmigłowców transportowych Mi-8/Mi-17.

7. Dywizjon Lotniczy z Nowego Glinnika (Tomaszów Mazowiecki), wchodzący w skład 25. Brygady Kawalerii Powietrznej. Ma dwie eskadry śmigłowców wielozadaniowych PZL W-3 WA Sokół i eskadrę (klucz) śmigłowców rozpoznania radioelektronicznego z PZL W-3 WA PPD-2 Gipsówka i PZL W-3 RR Procjon.

Powietrzna Jednostka Ewakuacji Medycznej z Nowego Glinnika, wchodząca w skład 25. Brygady Kawalerii Powietrznej. Ma klucz śmigłowców ratowniczych PZL W-3 AE i Mil Mi-17 AE. 

1. Baza Lotnictwa Transportowego w Warszawie, wchodząca w skład 3. Skrzydła Lotnictwa Transportowego z dowództwem w Powidzu. Ma eskadrę śmigłowców wielozadaniowych PZL W-3 P/T Sokół i transportowych Mil Mi-8 T/S/P.

7. Eskadra Działań Specjalnych w Powidzu, wchodząca w skład 33. Bazy Lotnictwa Transportowego. Ma klucz śmigłowców Mil Mi-17.

1. Grupa Poszukiwawczo-Ratownicza w Świdwinie, podporządkowana 3. Skrzydłu Lotnictwa Transportowego. Ma klucz śmigłowców PZL W-3 RL Sokół.

2. Grupa Poszukiwawczo-Ratownicza w Mińsku Mazowieckim, podporządkowana 3. Skrzydłu Lotnictwa Transportowego. Ma klucz śmigłowców PZL Mi-2 RL i PZL W-3 RL Sokół.

3. Grupa Poszukiwawczo-Ratownicza w Krakowie, podporządkowana 3. Skrzydłu Lotnictwa Transportowego. Ma klucz śmigłowców PZL Mi-2 RL i transportowe Mil Mi-8 P/SAR.

41. Baza Lotnictwa Szkolnego w Dęblinie, wchodząca w skład 4. Skrzydła Lotnictwa Szkolnego. Ma dwie eskadry śmigłowców szkolnych PZL Mi-2 i PZL SW-4 Puszczyk. Akademicki Ośrodek Szkolenia Lotniczego przy Wyższej Szkole Oficerskiej Sił Powietrznych posiada ultralekkie Guimbal Cabri G2 z rejestracjami cywilnymi.

43. Baza Lotnictwa Morskiego w Gdyni-Babie Doły, podporządkowana Brygadzie Lotnictwa Marynarki Wojennej z Gdyni. Ma śmigłowce ratownicze PZL W-3 RM Anakonda, śmigłowce pokładowe ZOP Kaman SH-2G, śmigłowce wielozadaniowe PZL W-3 T i PZL Mi-2 oraz jeden śmigłowiec transportowy Mil Mi-17.

44. Baza Lotnictwa Morskiego z Darłowa, podporządkowana Brygadzie Lotnictwa Marynarki Wojennej z Gdyni. Ma śmigłowce ratownicze PZL W-3 RM Anakonda, śmigłowce ZOP Mil Mi-14 PŁ, śmigłowce ratownicze Mil Mi-14 PŁ/R i wielozadaniowe PZL Mi-2.

Na wyposażeniu powyższych jednostek, w połowie 2015 roku znajdowało się; 26 śmigłowców Mil Mi-8 (1. DL, 1. BLT, 3. GPR), 19 śmigłowców Mil Mi-17 (1. DL, 7. EDS, PJEM, 43. BLM), 60 maszyn PZL Mi-2 (49. BL, 56. BL, 41. BLSz, 43. BLM, 44. BLM, 2. GPR, 3. GPR), 28 egzemplarzy Mil Mi-24 D/W (49. BL, 56. BL), 10 śmigłowców Mil Mi-14 (44. BLM), 69 sztuk PZL W-3 (7. DL, 1. BLT, 56. BL, 43. BLM, 44. BLM, 1. GPR, 2. GPR), 23 śmigłowce PZL SW-4 (41. BLSz), 4 maszyny SH-2G oraz 5 Cabri G2. Łącznie 244 śmigłowce.

W Polsce nie ma śmigłowców ciężkich. Eksploatacja trzech śmigłowców Mil Mi-6 zakończyła się już bardzo dawno temu, a maszyna nie znalazła uznania, ani w gospodarce narodowej, ani w Wojsku Polskim. Na Zachodzie dominują w tej klasie konstrukcje z USA: CH-53 (19 ton), CH-47 (22 tony) i zmiennoloty V-22 (27 ton).

PZL W-3 Sokół

Dojść powszechna krytyka śmigłowców PZL W-3 Sokół mija się z celem. Zarzucanie maszynie niewystarczającej mocy zespołu napędowego jest krzywdzące. Trzeba wiedzieć, że żaden na świecie śmigłowiec nie ma nadmiaru mocy. Wynika to z rachunku ekonomicznego koszt-efekt. Z kolei tradycyjna konstrukcja ma jeszcze duży potencjał modyfikacji i doposażania. 

PZL SW-4

Zakup SW-4 w latach 2006–2010 rozwiązał problem dostępności śmigłowców szkolnych. Co ważne, dobrze rozwinięta infrastruktura 41. Bazy Lotnictwa Szkolnego w Dęblinie sprawia, że maszyny są hangarowane. Ostatnio przeprowadzane testy SW-4 Solo wykazują na bardzo duże zainteresowanie tego typu konstrukcjami na świecie. 

Black Hawk

Są pierwsze jaskółki i to całkiem fajne. Co prawda nie w Wojsku Polskim, ale też w resorcie siłowym - Policji. W dniu 30 maja 2018 roku została podpisana umowa o zakupie dwóch śmigłowców Sikorsky S-70i Black Hawk dla Polskiej Policji. W obecności Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji Joachima Brudzińskiego, umowę na zakup maszyn podpisał Komendant Główny Policji nadinspektor Jarosław Szymczyk. Śmigłowce zakupione przez Policję przeznaczone będą do zadań desantowo-transportowych. Będą służyły w działaniach realizowanych przez Biuro Operacji Antyterrorystycznych.

Masonerii puściły nerwy, bo o przetargu dowiedzieli się dopiero w kwietniu 2018 roku i to nieoficjalnie. Policja prowadziła przetarg tajnie. Dlatego masoni wysunęli wniosek, że Policja opierała się na informacjach zaczerpniętych z internetu. Jaki poziom inteligencji, takie wnioski. Na wysyłane przez masonerię oficjalnie zapytania o przetarg, rzecznik Policji Mariusz Ciarka skutecznie mydlił im oczy. Brawo dla pana Mariusz Ciarki. O śmigłowcach dla Policji zrobiło się głośno w 16 kwietnia 2018 roku, kiedy koncern Lockheed Martin na swojej oficjalnej stronie prowadzonej w USA, zamieścił ogłoszenie o pracy przy serwisowaniu śmigłowców S-70i Polskiej Policji. W dniu 21 kwietnia 2018 roku, koncern Airbus Helicopters zgłosił oficjalnie chęć udziału w przetargu.

W dniu 4 lipca 2018 roku Policja ujawniła cenę kontraktu, który opiewał łącznie na kwotę 142,66 mln zł. Śmigłowce kupiono „z wolnej ręki”, jako pilne potrzeby obronności narodowej. Koncern Airbus Helicopters złożył odwołanie, jednak Krajowa Izba Odwoławcza je odrzuciła. Wygląda na to, że Policja znalazła skuteczny sposób na nabywanie sprzętu niezbędnego dla Polski.

W USA śmigłowce Black Hawk używa FBI oraz Departament Bezpieczeństwa Krajowego (DHS). Stanowa Policja w USA używa mniejszych maszyn, ale przy poważnych akcjach jest wspierana przez Gwardię Narodową, która ma Black Hawk. Śmigłowce Black Hawk mają Policje takich krajów jak: Turcja, Brazylia, Meksyk i Kolumbia.

 

Opracował Karol Placha Hetman