Zestrzelenie malezyjskiego Boeing 777-200, nad Wschodnią Ukrainą. 17.07.2014r. część 1

Kraków 24.07.2014r.

Zestrzelenie malezyjskiego samolotu Boeing 777-200,

nad Wschodnią Ukrainą, przez towarzysza Władimira Putina.


Część 1

Prolog tragedii

Tłem tragedii pasażerskiego samolotu B-777-200 rejestracja 9M-MRD była rebelia kierowana z kremla na terenie Ukrainy. Rebelia rozpoczęła się z chwilą, kiedy w Kijowie na Majdanie Niepodległości moskiewscy żołnierze, snajperzy zaczęli strzelać do pokojowo protestujących Ukraińców. Potem nastąpiła aneksja Krymu (marzec 2014r.) przez wojska towarzysza Władimira Putina i powstanie dwóch samozwańczych republik we Wschodniej Ukrainie popieranych wyłącznie przez państwo moskewskie.


Zestrzelenie samolotu B-777 z 298 niewinnymi osobami na pokładzie

Zestrzelenie samolotu będącego w rejsie Malaysia Airlines MH17 nastąpiło w dniu 17.07.2014r., niedaleko przysiołka Hrabowe w pobliżu osady Torez, w obwodzie Donieckim na Ukrainie, w odległości około 40 km od granicy Ukraińsko-rosyjskiej.

Samolot Malaysia Airlines Boeing 777-200(2H6)ER rejestracja 9M-MRD nr seryjny 28411. Pierwszy lot wykonał 17.07.1997r. Dostarczony Malaysia Airlines w dniu 30.07.1997r. Był to 84 egzemplarz samolotu B 777 zbudowany przez koncern Boeing. Przez pewien czas samolot latał w bardzo oryginalnym malowaniu złożonym z niebieskich kolorów, po czym ponownie otrzymał tradycyjne malowanie przewoźnika.

Samolot w dniu 17.07.2014r. (czwartek), o godzinie 12;15 wystartował w lot powrotny z Amesterdamu. Port lotniczy Amsterdam-Schiphol (hol.: Luchthaven Schiphol, ang.: Amsterdam Airport Schiphol, kod IATA: AMS, kod ICAO: EHAM). Celem podróży była stolica Malezji, Kuala Lumpur, z planowanym lądowaniem w dniu 18.07.2014r., o godzinie 06;10 czasu lokalnego. Samolot przeleciał nad Holandią, germanią, Polską i znalazła się nad Ukrainą. Maszyna leciała na wysokości 31 000 ft (9448,80 m), z prędkością 480 kts (889 km/h), szlakiem powietrznym L980. Kurs około 120 stopni. W odległości około 50 km przed wejściem w strefę państwa moskiewskiego samolot nagle zaczął tracić wysokość. O godzinie 16;21 czasu miejscowego, 15;21 czasu Polskiego, (13;21 UTC) samolot znikł z ekranów stacji radiolokacyjnych. Pocisk rakietowy trafił samolot w prawe skrzydło. Samolot rozpadł się na mniejsze fragmenty. Maszyna runęła na ziemię (48°08′42″N 38°38′54″E). Jej szczątki pokryły spory obszar. Śmierć poniosło 283 pasażerów i 15 członków załogi.


„Przed chwilą koło Toreza zestrzeliliśmy An-26 i jeszcze jeden samolot. Ptaszek spadł i wala się gdzieś za kopalnią Progress” – chwalił się Igor Strielkow, a właściwie Girkin, na moskiweskim portalu społecznościowym. Wpis ten został kilka godzin później usunięty. Igor Strielkow to dowódca Ludowej Milicji Donbasu, a przede wszystkim oficer moskiewskiego wywiadu wojskowego GRU. Według ukraińskich władz i polityków Unii Europejskiej Strielkow vel Girkin kierował operacją wywiadowczą, która doprowadziła do aneksji Krymu przez państwo moskiewskie, a potem do rozruchów na wschodzie Ukrainy. On też odpowiada za porwania i brutalne morderstwa, m.in. ukraińskiego polityka Wołodymyra Rybaka i 19-letniego studenta Jurija Poprawki, którzy przed śmiercią byli torturowani.

Samolot został zestrzelony przez moskiewskich najemników towarzysza Władimira Putina. Dowódcami oddziałów moskiewskich byli przedstawiciele Specnazu i GRU. Z opublikowanych przez Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy rozmów toczonych poprzez telefony komórkowe najemników Władimira Putina wynika, że zestrzelenie samolotu nastąpiło w wyniku akcji jednego z ich oddziałów. Wersje tę potwierdziły służby specjalne USA, podając jednocześnie, że zestrzelenie samolotu nastąpiło przy pomocy systemu rakietowego BUK, który kilka dni wczesnej dostarczono najemnikom z państwa moskiewskiego. Kilka tygodni wcześniej, w dniu 29.06.2014r., najemnicy zajęli jedną z baz ukraińskich wyposażonych w system rakietowy BUK. Informację te podał moskiewski serwis informacyjny NTW. Potwierdzili to najemnicy na portalu społecznościowym Twitter, po czym wiadomość tę usunęli. Faktem jest, iż Ukraina odziedziczyła po CCCP systemy BUK. Jednak przez wiele lat były one niekonserwowane i wymagają remontu. Dlatego potwierdza się fakt dostarczenia systemu z moskwy.

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) opublikowała nagranie rozmów telefonicznych rosyjskich najemników na wschodzie kraju, z których wynika, że to oni zestrzelili samolot pasażerski malezyjskich linii lotniczych w tym regionie. W napisach początkowych, w udostępnionym filmie SBU stwierdza, że samolot został zestrzelony przez bojowników moskiewskich oddziału dowodzonego przez obywatela rosji Igora Biezlera, znanego pod pseudonimem „Bies”. Maszynę trafiono z „rosyjskiego zestawu rakietowego” – czytamy. „O godzinie 16.40 (15.40 czasu Polskiego). „Bies” raportował o zestrzelonym samolocie swemu kuratorowi, pułkownikowi Głównego Zarządu Wywiadu Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej Wasylowi Nikołajewiczowi Gieraninowi” – głoszą napisy, po których następuje nagranie rozmowy. - „Dopiero co zestrzelili samolot. Grupa „Minera”. Spadł za Jenakijewo (osada w obwodzie donieckim)” – mówi Biezlier. Jego rozmówca dopytuje się, gdzie są piloci samolotu i kiedy dokładnie to nastąpiło. Następnie słychać rozmowę z godziny 16.33, w której występują osoby o pseudonimach „Major” i „Grek”. Pierwszy mówi, że samolot zestrzelili kozacy z punktu kontrolnego w miejscowości Czernuchino, na północ od okolic miast Szachtarsk i Torez, gdzie spadła maszyna. „Major” relacjonuje „Grekowi”, że wśród szczątków znaleziono pierwszą ofiarę. - „To cywil. Jest to na sto procent samolot pasażerski” – mówi. „Major” oświadcza potem, że znaleziono także dokumenty indonezyjskiego studenta. Kolejna rozmowa toczy się między osobą, która przedstawiona została jako „Bojownik” a człowiekiem o nazwisku Kozicyn. - „Okazało się, że jest to samolot pasażerski. Spadł w rejonie Hrabowo, jest tam morze trupów kobiet i dzieci. Kozacy teraz to tam oglądają.” – mówi „Bojownik”.


Nie ulega wątpliwości, że B-777 został zestrzelony przez wóz ogniowy 9A310M1 z zestawu BUK-M1 uzbrojonego w pociski rakietowe 9M38M1.


Śmierć poniosło 298 osób; 191 Holandia, 44 Malezja, 27 Australia, 12 Indonezja, 9 UK, 4 Belgia, 4 germania, 3 Filipiny, 1 Kanada, 1 Nowa Zelandia, 1 RPA (podwójne obywatelstwo UK – RPA), 1 USA (podwójne obywatelstwo Holandia – USA). W katastrofie zginęło ponad 100 naukowców i aktywistów udających się na poświęconą AIDS konferencję w Australii. Reszta osób to rodziny (turyści) wracający lub udający się na wakacje. Zginęło około 80-dzieci.

Lot Malaysia Airlines na trasie Amsterdam - Kuala Lumpur od dnia 25.07.2014r., otrzymał numer MH19. W marcu 2014r., gdy zaginął samolot Malaysia Airlines lecący z 239 osobami na pokładzie z Kuala Lumpur do Pekinu, również zrezygnowano z używania dotychczasowych numerów lotów na tej trasie - MH370 i MH371. Samolotu nie odnaleziono do dziś. Eksperci przypuszczają, że maszyna, która z nieznanych przyczyn zmieniła kurs, spadła gdzieś w południowej części Oceanu Indyjskiego.


O godzinie 18;00, w dniu 17.07.2014r., Ukraina zamknęła przestrzeń powietrzną nad Wschodnią Ukrainą. Było to kolejne zwycięstwo kremla, bo wzrosła destabilizacje regionu. Niemal w tym samym czasie, większość linii lotniczych zmieniła trasy przelotów swoich maszyn. Większość lotów została przekierowana znad Ukrainy nad terytorium Bułgarii i Turcji.


Państwo moskiewskie bardzo szybko wysłało oficjalny wniosek do władz Ukrainy o współpracę na miejscu rozbicia się samolotu. Zaproponowali badanie „nieszczęśliwego wypadku” przez MAK.


Działania władz Ukraińskich

Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko stwierdził, że tragedia jest „wynikiem aktu terroru”. - „Ukraińska armia nie prowadziła żadnych działań w rejonie katastrofy” - zapewnił. I dodał: - „Chcemy powołania międzynarodowej komisji do zbadania przyczyn tragedii.”


Dalsze działania najemników Putina

Terroryści z Donieckiej Republiki Ludowej otoczyli miejsce tragedii. Nie dopuścili ani służb ratowniczych, ani ukraińskiej służby bezpieczeństwa. Na teren upadku samolotu zagranicznych eksportów i dziennikarzy dopuszczono tylko do niewielkiego fragmentu terenu. Najemnicy Putina paraliżowali, jak mogli, prace zespołu OBWE, który zjawił się na miejscu. Władze Ukrainy wysłały specjalne wagony-chłodnie (5 sztuk) dla zabrania ciał do identyfikacji do Charkowa. Jednak najemnicy sparaliżowali prace zespołu medycznego. Ciała ofiar okradziono.

- „Byłem wstrząśnięty zdjęciami świadczącymi o pozbawionym wszelkiego szacunku zachowaniu na tym tragicznym miejscu.” - powiedział holenderski premier Mark Rutte nawiązując do sytuacji na miejscu katastrofy. Najemnicy nie zezwolili na rozpoczęcie śledztwa mającego wyjaśnić jej przyczyny.

Kilka dni najemnicy poszukiwali ciężkiego sprzętu, aby rozkawałkowany wrak samolotu przewieść na teren państwa moskiewskiego.


Rosyjskie ministerstwo obrony nazwało oskarżenia o zestrzelenie samolotu Boeing „absurdalnym”. Skądś znamy ten język. Prosto z kremla pojawiła się nowa wersja wydarzeń - „Świadkowie śledzący lot samolotu pasażerskiego Boeing 777 widzieli, jak zaatakował go myśliwce sił powietrznych Ukrainy. Po tym ataku samolot pasażerski rozpadł się na dwie części i spadł na terytorium Donieckiej Republiki Ludowej. Po tym ataku ukraiński myśliwiec został również zestrzelony i spadł na sąsiednie terytorium Ługańskiej Republiki Ludowej. Szukamy tego zestrzelonego myśliwca” – głosi oświadczenie samozwańczych władz Ługańskiej Republiki Ludowej. Jednak stacji radiowa Russia Today przebiła tę informację jeszcze większą bzdurą i ogłosiła - , „że to Ukraińcy strzelali w Boeinga, bo chcieli... zestrzelić samolot z Władimirem Putinem”. Krem tej informacji nie zdementował. Dla państwa moskiewskiego, cała sytuacja była na rękę, gdyż mogła posłużyć to za pretekst do oficjalnego wkroczenia na przygraniczne obszary Ukrainy w imię „stabilizowania niebezpiecznej dla rosji sytuacji na Ukrainie, a także, jak pokazał obecny incydent, szerszej społeczności międzynarodowej”. Towarzysz Władimir Putin jest wytrawnym graczem politycznym i nadal będzie utrzymywał swój jasny kurs, podkreślając przy każdej możliwej okazji nieudolność państw Zachodnich w obliczu sytuacji o charakterze kryzysowym na Ukrainie oraz zrzucając winę na Ukraińską armie zaangażowaną w walkę przeciwko najemnikom moskiewskim. Poprzez zestrzelenie cywilnego samolotu, Władimir Putin uzyskał eskalację konfliktu i jego umiędzynarodowienie. Przymusił Zachód do uzyskania legitymizacji działań wojsk państwa moskiewskiego na terenie Ukrainy. Skutki zestrzelenia są bowiem jednoznaczne. Pamiętajmy, że według słów Władimira Putina, największą tragedią państwa moskiewskiego był rozpad CCCP. A teraz on musi z uporem odbudowywać imperium i się mu to udaje. Krem nie przejmuje się łagodnymi sankcjami Zachodu. Pani Engela Merkel zapowiedziała, że nie ma innej alternatywy jak tylko współpraca z kremlem, co czyni konsekwentnie, bo nawet nie potępiła zamachu. Namawia natomiast Ukrainę do zawarcia rozejmu z najemnikami, co wiąże się z utrata kolejnych terenów na rzecz państwa moskiewskiego. (Po aneksji Krymu w marcu 2014r.). Dodatkowo, Zachód nawet nie wysunął żadnej propozycji wysłania misji pokojowej pod flagą ONZ.


Reakcja Zachodu

Mocne słowa wiceprezydenta USA. Joe Biden powiedział, że malezyjski samolot został zestrzelony, „to nie był wypadek, a samolot nie został zdmuchnięty z nieba”. Joe Biden rozmawiał z prezydentem Ukrainy Petrem Poroszenko. Według CNN, Joe Biden zaproponował pomoc Stanów Zjednoczonych w celu ustalenia okoliczności katastrofy malezyjskiego samolotu.

W związku z zestrzeleniem malezyjskiego B-777 Brytyjczycy i Holendrzy domagają się zwołania nadzwyczajnej sesji Rady Bezpieczeństwa ONZ. Pawło Klimkin, szef ukraińskiego MSZ, zapowiedział, że Ukraina zwróci się o pomoc do ICAO (Organizacja Międzynarodowego Lotnictwa Cywilnego) i instytucji jankeskich.

Jedynie Administracja USA stanęła na wysokości zadania i … pozostała sama na planie. Mimo płynących z Zachodu groźnych wypowiedzi, europejski kołchoz nie zrobił nic. Zachowali się identycznie jak podczas zamachu smoleńskiego.

Z czego to wynika? Są dwa powody. Pierwszy; Według Zachodu Ukraina to teren wpływów moskwy. Tak samo jak Francja ma interesy w Ameryce Południowej, a kreml na Ukrainie. Drugi powód. Unia Europejska robi interesy z państwem moskiewskim i dobrze na tym wychodzi. Patrz; rura gazowa na dnie Bałtyku. Nad aneksją Krymu, w marcu 2014r., Zachód już dawno przeszedł do porządku dziennego. Teraz niektórzy zachodni politycy za priorytet stawiają uznanie części żądań najemników towarzysza Władimira Putina, byleby za wszelka cenę przywrócić spokój w tamtym rejonie.

Władimir Putin zabił kolejne 298 osób i nic. Teraz czekam, aż najemnicy wjadą do Kijowa i wszystko wróci do normy, bo zachód nie zrobi nic. A potem Wilno i Warszawa.

Władimir Putin gra dalej. Swoimi półanalfabetami sprząta pobojowisko.


Reakcje w Rzeczypospolitej

W pierwszej reakcji Prezydent Bronisław Komorowski zestrzelenie samolotu nazwał „tragicznym w skutkach wypadkiem”. Lecz po pewnym czasie się zreflektował i zmienił retorykę wypowiedzi - „Można i trzeba mieć nadzieję, że niektórym kręgom politycznym spadną z oczu łuski złudzeń co do rzeczywistego charakteru konfliktu i co do rzeczywistych, a nie hipotetycznie możliwych zagrożeń bezpieczeństwa w tym regionie na przyszłość.” Dodał, że nie wyobraża sobie, aby opinia publiczna w demokratycznych krajach „przeszła do porządku dziennego nad bezprecedensowym wydarzeniem, jakim jest zestrzelenie samolotu pasażerskiego ze względu na kalkulację polityczną”. I kto to mówił?

"W imieniu Narodu Polskiego oraz własnym, chciałbym przekazać na ręce Waszej Królewskiej Mości najszczersze kondolencje rodzinom oraz bliskim ofiar tej tragedii. Okoliczności katastrofy wymagają jej jak najszybszego wyjaśnienia" - napisał Prezydent Bronisław Komorowski w depeszy kondolencyjnej.

Dopiero około godziny 19;00 nastąpiła jakaś reakcja Polskiego Rządu. Spotkali się; Premier Donald Tusk i minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak. Temat: Zestrzelenie malezyjskiego samolotu przez moskali.

Pan Tomasz Hypki w TVP Info: „Lot pasażerskiego samolotu w tym rejonie to głupota”. Przypomnijmy: to ekspert, który twierdził, że za katastrofę smoleńską odpowiadają Polscy piloci. W Polskiej TV ekspert lotniczy pan Tomasz Hypki, znany z lansowania kremlowskiej wersji tragedii smoleńskiej, przekonywał, że to nie rosjanie strącili samolot.

Na szczęście w Rzeczypospolitej były także inne głosy. - „Siły rosyjskie specjalnie zestrzeliły ten samolot, aby oskarżyć Ukraińców i dostarczyć Zachodowi pretekstu do zgody na wprowadzenie na Ukrainę sił rosyjskich, jako sił pokojowych.” – skomentował pan Jerzy Targalski, analityk specjalista do spraw wschodnich.

Rzecznik Prawa i Sprawiedliwości Adam Hofman: „Przyzwolenie na Smoleńsk ośmieliło Putina. Pozwoliło mu zestrzelić samolot. Tak jak przyzwolenie świata na Gruzję pozwoliło Putinowi wejść na Krym, tak przyzwolenie Polski i świata na Smoleńsk i to, co się działo po Smoleńsku, pozwoliło zestrzelić mu ten samolot (malezyjski B-777).”. Z kolei Zbigniew Ziobro (Solidarna Polska) - „To, co widzimy jest rezultatem tego, że pozwolono Putinowi, by poczuł się bezkarny.”


System BUK / AS-11 Ganga - Gandalfy

Jankesi już od lutego 2014r., obserwowali rosnącą ilość ciężkiej broni w rękach najemników towarzysza Putina. W ciągu każdego tygodnia przybywało co najmniej 150 pojazdów wojskowych; czołgów, transporterów opancerzanych, wyrzutni rakiet i innych. Broń ta była dostarczana bezpośrednio z moskwy. Najemnicy wykazali się dobrą znajomością systemów rakietowych ziemia-powietrze i zestrzelili więcej niż kilkanaście samolotów i śmigłowców w ciągu ostatnich kilku miesięcy. W tym dwóch średnich samolotów transportowych An-26 oraz śmigłowców Mi-8. Strącano także bojowe Su-25.

Najemnicy byli uzbrojeni w system BUK (AS-11) co najmniej od 14.07.2014r. System ten dostrzeżono jako transport na platformach kołowych w rejonie osad Śnieżne i Torez. Specjaliści wojskowi z USA podkreślają, że Ukarania posiada system BUK (AS-11), jednak od początku wojny (aneksja Krymu), nie użyła go, choć samoloty państwa moskiewskiego wielokrotnie naruszały jej przestrzeń powietrzną.

System rakietowy klasy ziemia-powietrze, popularnie w mediach nazywany BUK nosi oznaczenie 9K37 BUK. Powstał jako następca systemu KUB. Program rozpoczęto w 1969r., a seryjną produkcję uruchomiono w 1981r. System zatwierdzono oficjalnie w 1980r., po przeprowadzeniu testów niektórych podzespołów systemu BUK na zestawach KUB. Warto wspomnieć, że system BUK w chwili wprowadzenia na uzbrojenie należał do nowoczesnych rozwiązań. Był projektowany do zwalczania; śmigłowców, samolotów, pocisków manewrujących, pocisków balistycznych. BUK należy do systemów średniego zasięgu. System opracowano w taki sposób, aby był maksymalnie mobilny. Można go transportować samochodami i koleją, a także może sam się przemieszczać. Po stronie sterowania zastosowano układy wielokanałowe, co umożliwiło śledzenie i atak na kilka celów jednocześnie. Początkowo, jako napęd pocisku stosowano układ kombinowany; silnik rakietowy i silnik strumieniowy. Ostatecznie zespół napędowy składa się z dwustopniowego silnika rakietowego na paliwo stałe.

Radiolokator wykrywania, śledzenia i naprowadzania pracuje w zakresie centymetrowym. System posiada układ swój-obcy (IFF). Korzysta z systemów satelitarnych, dla ustalenie lokalizacji swojej i celów.

Sama rakieta okazał się bardzo zwarta. Jej gabaryty były mniejsze od poprzednika, dlatego możliwe stało się umieszczenie aż 4 pocisków w rzędzie na jednym pojeździe z prowadnicami 9P147. Waga pocisku jest nieznacznie większa od poprzednika. Możliwe jest umieszczanie pocisku rakietowego w silosach (kontenerach) startowych. Składowanie i możliwość użycia bez remontów i średnich przeglądów wyznaczono na 10 lat.

Podstawowym pojazdem dla pocisku jest samobieżny pojazd startowy (wyrzutnia) 9A310 SOU z 4 pociskami. Zwalcza śmigłowce (nawet będące w zawisie), samoloty, pociski manewrujące i bezpilotowe statki powietrzne (o prędkości postępowej do 840 m/s, przy kursie spotkaniowym). Cel może być odległy o 85 km i lecieć na pułapie 25 000 m. Zwalczanie celów lecących na niskich pułapach zależy od krzywizny ziemi i przeszkód terenowych. W praktyce zwalczane są cele lecące na wysokości 30 m z odległości 15 km. Pociski mogą być odpalane pojedynczo lub parami. Pocisk może być także nakierowywany na źródło promieniowania elektromagnetycznego, czyli jako pocisk przeciw-radiolokacyjny. Sam radiolokator ma zasięg około 100 km, a śledzenie automatyczne prowadzi do zasięgu 45 km. Stacja radiolokacyjna została opracowana w Nauczno Issliedowatielskim Instytutie Priborostrojenia (NIIP) w Żukowskim.

Podstawową jednostką ogniową zestawu BUK-M1 jest dywizjon, składający się z radiolokatora wstępnego wykrywania 9S18M1 Kupoł-M, punktu dowodzenia 9S470M1 i trzech baterii, każda z wyrzutniami 9A310M1 posiadającymi własne radary wykrywania i naprowadzania 9S35 oraz pojazdami transportowo-startowymi 9A39, czyli de facto wyrzutniami bez radaru, ale za to z dodatkowymi czterema pociskami rakietowymi. Wszystkie te podstawowe komponenty zestawu są umieszczone na podwoziach gąsienicowych.

Przesyłanie danych pomiędzy radarem Kupoł, a dywizjonowym punktem dowodzenia może odbywać się przewodowo lub radio-liniowo. W tym ostatnim przypadku odległości pomiędzy pojazdami mogą zawierać się w granicach od 200 metrów do 5 kilometrów. Poza tym, każdy z pojazdów posiada radiostacje pozwalające na utrzymywanie łączności fonicznej, np. w czasie marszu lub przekazywanie koordynatów i rozkazów głosowo. Jednak, ta metoda traktowana jest jako pomocnicza. Wydłuża bowiem wielokrotnie czas przechwycenia. W odległości 5 000-15 000 m od radaru Kupoł-M oraz punktu dowodzenia rozmieszczone są poszczególne baterie ogniowe. W ramach baterii, odległości między poszczególnymi wozami rakietowymi wynoszą 500-1 500 m.

Wyrzutnia może działać samodzielnie lub jako bateria kierowana z centralnego stanowiska kierowania. Centralne stanowisko posiada radiolokator Kupoł trój-współrzedny z anteną ścianową. Ma standardowy zasięg 160 m, śledzi jednocześnie 75 celów. Ma wielostopniowy układ eliminacji zakłóceń.

Kompleks można rozbudować o kolejne stanowiska wyrzutni pocisków, które nie posiadają własnych stacji radiolokacyjnych. Są to pojazdy załadowczo-startowe (ZPU) oznaczone 9A39. Typowa bateria BUK składa się ze stacji radiolokacyjnej, punktu dowodzenia, sześciu wyrzutni i trzech wozów załadowczo-startowych. Uzupełnieniem jest stacje kontrolne (9W95), pojazdy remontowe (9W8...) i inne. Podwozia pojazdów są zwykle gąsienicowe.

Głowica bojowa pocisku ma wagę 70 kg. Detonacja zapalnikiem radiowo-zbliżeniowym. Promień rażenia 15-30 m. Masa pocisku 658 kg. Długość pocisku rakietowego 5,50 m, średnica 0,40 m, rozpiętość stateczników 1,10 m. Prędkość max 1 200 m/s. Pułap 22 000-25 000 m. Pocisk naprowadzany jest w pierwszej fazie metodą nawigacji proporcjonalnej, z możliwością korekty radiowej. W drugiej fazie naprowadzanie jest półaktywne, radiolokacyjne. Prawdopodobieństwo zniszczenia celu; samolot transportowy do 0,9 (90 %), samolot bojowy (np. MiG-29) do 0,75 (75 %), śmigłowiec bojowy do 0,7 (70 %), pocisk manewrujący do 0,4 (40 %), samolot komunikacyjny 1,0 (100 %).

System wymaga dużego zaangażowania załogi. Wiele czynności trzeba wykonać ręcznie przy pomocy dźwigni i pokręteł. Wiele otrzymanych danych wymaga interpretacji przez załogę i podjęcia odpowiednich dalszych działań. Nawet zmodernizowany zestaw 9K37M BUK-M1 to technika 70-lat XX wieku. Ekrany wskaźników to urządzenia kineskopowe (katodowe). Parametry lotu celów nie są przetwarzane i nie pokazują wspólnie; kierunku, odległości i wysokości. Każdy z tych parametrach obrazowany jest na osobnym wskaźniku. Najważniejszym jest ekran stacji radiolokacyjnej, który jest wykorzystywany w każdej fazie pracy zestawu. System posiada kamerę obserwacyjną (telewizyjną) 9Sz38-3 (ręcznie sterowaną i nadającej się do pracy tylko przy świetle naturalnym), której obraz jest przedstawiany na osobnym ekranie. Obraz ten musi być interpretowany przez operatora. Nie ma żadnej obróbki elektronicznej, a tym bardziej identyfikacji obiektu swój-obcy (IFF).

System wozu 9A310M1 obsługuje załoga złożona minimum z czterech operatorów-żołnierzy. Ponieważ system nie posiada symulatora stanowisk operatorskich, dlatego szkolenie załogi trawa kilka miesięcy i wymaga przeprowadzenia ostrego strzelania w warunkach poligonowych. Załoga musi być zgrana i dobrze się komunikować. Nie jest możliwa obsługa systemu przez niewyszkolonych żołnierzy.

Jednak w Polsce są byli żołnierze jednostek rakietowych, którzy twierdzą, iż do obsługi tego systemu wystarczyłby jeden przeszkolony żołnierz, a reszta wykonałaby jego polecenia, posilając się instrukcją zapisaną na zwykłej kartce. Tym bardziej jeśli chodziłoby tylko o odpalanie pocisku, bez konieczności identyfikacji celu. Wystarczyło aby cel znalazł się we wiązce stacji radiolokacyjnej.

Otwartym pozostaje pytanie, czy strzelający do samolotu, wiedzieli, że to nie jest maszyna wojskowa tylko cywilna. Wszystko zależy od tego, czy użyto samodzielnej wyrzutni. Wówczas nie posiada ona systemu identyfikacji samolotów pasażerskich, a jej operatorzy na radarze widzieli jedynie plamkę, do której wystrzelili. Jeżeli jednak był to pełen system, czyli wóz ogniowy wsparty stacją radiolokacyjną, wtedy jego obsługa doskonale wiedziała, że nie strzela do samolotu wojskowego.

Nie ulega wątpliwości, że B 777 został zestrzelony przez wóz ogniowy 9A310M1 z zestawu BUK-M1 uzbrojonego w pociski rakietowe 9M38M1.

Czy najemnicy Putina mogli się pomylić? Nawet niepełny zestaw BUK-M1 pozwalał najemnikom na zdobycie ścisłych informacji co do celu powietrznego w który mierzą; kurs, prędkość, przybliżony pułap i przybliżoną wielkość maszyny. Ponieważ był dzień i warunki pogodowe były bardzo dobre, mogli korzystać z kamery telewizyjnej 9Sz38-3. Bez trudu rozpoznaliby sylwetkę dwusilnikowego samolotu komercyjnego (pasażerskiego) znacznie różniącego się od największych samolotów transportowych Ukrainy jakim jest Ił-76, które są cztero-silnikowe. System telewizyjny pozwoliłby także na odczytanie znaków rejestracyjnych umieszczonych na skrzydłach, co prawdopodobnie uczyniono. Nawet lornetka wojskowa pozwoliłaby na rozpoznanie samolotu. Bez lornetki, czyli tylko obserwacją wzrokową bez problemu można rozróżnić, czy mamy do czynienia z samolotem dwu czy cztero-silnikowym, obserwując smugi kondensacyjne. Pamiętajmy także, że zwykły smartfon (telefon komórkowy) z dostępem do internetu na stronie Flightradar24 on-line pokazuje samoloty komercyjne w powietrzu i na lotniskach. Podaje ich wszystkie istotne parametry. Pamiętajmy także, że najemnicy co najmniej kilka godzin mieli rozwinięty sprzęt bojowy, przygotowany do użycia. Musieli widzieć inne maszyny komercyjne będące w powietrzu nad wschodnią Ukrainą. Ich radar ma zasięg 85 km. Na rozkaz odpalenie pocisku rakietowego do każdego z samolotów mieli około 10 minut. Średni pułap lotu samolotów komercjach to 10 000 m, a to zaledwie połowa max pułapu pocisku. Biorąc pod uwagę rozmieszczenie systemu BUK; pomiędzy osadami Torez i Sniżne oraz miejsce upadku samolotu B-777 w pobliżu osady Grabowo, wyciągniemy wniosek, iż strzelano do samolotu zbliżającego się do wyrzutni. Czyli musiano mieć pewność co do namierzanego celu. Bardzo prawdopodobne jest, iż najemnicy otrzymali rozkaz zestrzelenie tego konkretnego samolotu, bez konieczności identyfikacji, od mocodawcy przysłanego z moskwy.


Producentem zestawu BUK był Uljanowski Zakład Mechaniczny, Zakłady Mechaniczne imienia Kalinina. Od 1985r., produkowano wersję 9K37M BUK-M1, a od 1995r., wersję 9K37M2 BUK-M2. Na zachodzie system oznaczono AS-11 Ganga. Wersja 3K90 M-22 Uragan (kod NATO: SA-N-7) – wersja morska, znajdująca się na uzbrojeniu m.in niszczycieli rakietowych projektu 956 (w kodzie NATO Sovremenny). Wersja 9K37M1-2 (kod NATO: SA-17 Grizzly / SA-N-12) – najnowsza wersja systemu wyposażona w nowy radar. Jednak pojawiały się także informacje - „New York Times” powołujący się na źródła w jankeskich służbach specjalnych: rakieta, która trafiła Boeinga, była naprowadzana za pomocą satelity.

W 1989r., system trafił do oferty dla odbiorców zagranicznych. Miał być wprowadzony do państw Układu Warszawskiego. Na terenie PRL system posiadała Północna Grupa Wojsk Armii Radzieckiej w Trzebieniu koło Bolesławca. Z systemem tym zapoznała się już grupa Polskich oficerów. System trafił na uzbrojenie Jugosławii (potem Serbia), Indii i Syrii. W 1996r., system zakupiła Finlandia. Inni użytkownicy to; Chiny, Egipt, Wenezuela, Białoruś, Ukraina i naturalnie państwo moskiewskie.


W tydzień po zamachu

Dopiero w tydzień po zamachu pierwsze ciała ofiar tragicznego lotu dotarły na Zachód. Pierwsze wagony-chłodnie z ofiarami dotarły do Charkowa w dniu 23.07.2014r., w tydzień po katastrofie. Następnie samolotami trumny przetransportowano do Holandii i UK, gdzie za prośbą Holandii były także prowadzone badania.

W dniu 22.07.2014r., w nocy (około 01;00), czarne skrzynki zostały przekazane przez najemników ekspertom z Malezji. Przekazanie skrzynek odbyło się w siedzibie władz tzw. Donieckiej Republiki Ludowej z rąk tamtejszego samozwańczego premiera Aleksandra Borodaja. „Oto one, czarne skrzynki. Postanowiliśmy przekazać czarne skrzynki w ręce ekspertów malezyjskich” powiedział Borodaj.

W tydzień po zamachu, nadal nie ma międzynarodowej komisji do zbadania tej katastrofy. Malezja i Holandia wspólnie z UK podjęły badania i prowadziły śledztwo, w celu wyjaśnienia wszystkich okoliczność tej wielkiej tragedii. Widać wyraźnie, iż większość Wolnego Świata przeszła do porządku dziennego nad tym zamachem. Dodatkowo premier Ukrainy Arsenij Jaceniuk podał rząd do dymisji i naszych południowo-wschodnich sąsiadów czekają nowe wybory. Towarzysz Władimir Putin świętuje.


Opracował Karol Placha Hetman