Broń jądrowa na terenie Polski

 

 

Kraków 26.11.2007r.
O broni jądrowej na terenie Polski bez taniej sensacji.

Dwa pytania.
Na początek muszę odpowiedzieć na dwa pytania, aby nie było wątpliwości;
- Czy Polska w drugiej połowie XX w posiadała broń jądrową? – NIE.
- Czy na terenie Polski w drugiej połowie XX w składowano broń jądrową? – TAK. 

Sytuacja polityczna na przełomie 50/60-tych lat.
Nikt chyba nie ma wątpliwości, że z zakończeniem drugiej wojny światowej Polska nie odzyskała suwerenności. Istnieliśmy na mapie świata jako osobne państwo, ale ogromnie zależne od Kremla. To tam zapadały najważniejsze decyzje dotyczące naszych losów. Sekretarze jedynie słusznej partii PZPR ( Polska zjednoczona partia robotnicza ) często bywali na Kremlu ze sprawozdaniami i po wytyczne. Tak było do 1989r. Drugą sprawą było nasze wojsko. Zorganizowane na system sowiecki i niestety podporządkowane pod struktury UW ( układu warszawskiego ), choć były i to nawet udane działania wykrojenia sobie pewnej niezależności i samookreślenia. Przełom 50/60-tych lat to okres intensywnych zbrojeń, a szczególnie rozwoju broni jądrowej wówczas często nazywanej atomową i środków jej przenoszenia. Kto wówczas posiadał broń jądrową? – USA, ZSRS, Wielka Brytania ( Zjednoczone Królestwo ) i nikt więcej. Francja weszła w jej posiadanie w połowie 60-tych lat, podobnie jak i Chiny. Żadne z mocarstw nie chciało się dzielić posiadaną wiedzą i samą bronią. Lecz groźba wybuchu III wojny światowej była ogromna. Konflikt kubański to potwierdzał. Dlatego potencjalni sojusznicy musieli chociaż dysponować systemem przyjęcia środków uderzenia jądrowego na własnym terytorium. Mam tu na myśli odpowiednie lotniska przystosowane do przyjęcia samolotów zdolnych do wykonania uderzenia jądrowego, czy też stanowiska do montażu wyrzutni pocisków rakietowych z głowicami jądrowymi. Nie inaczej stało się z Polską. Zostaliśmy zmuszeni do przyjęcia samolotów Su-7 BM/BKL oraz ABRT ( armijne baterie rakiet taktycznych ). Oczywiście samych lotniczych bomb i głowic jądrowych nie otrzymaliśmy. Dopiero na wypadek W, czyli wybuchu wojny, ZSRS miał nam dostarczyć te ładunki. Samoloty Su-7 BM/BKL na co dzień stacjonowały w Bydgoszczy. Natomiast ABRT jako jedne z najtajniejszych jednostek LWP ( ludowego wojska Polskiego ) ulokowano w Orzyszu, Choszcznie, Biedrusku i Bolesławcu. Oczywiście ich rejony faktycznych działań na wypadek W znajdowały się w zachodniej i północnej części Polski. Według planów z połowy 70-tych lat zmasowany atak jądrowy na kraje NATO miał trwać około godziny. W tym czasie Polskie jednostki miały użyć 131 ładunków jądrowych: w tym 100 rakiet ( 36 operacyjno-taktycznych o zasięgu do 300 km i 64 taktycznych o zasięgu do 65 km ), a także i 31 jądrowych bomb lotniczych. Po tym "wstępie" do szarży miały przystąpić wojska pancerne z klasyczną bronią. 

Ćwiczenia 1965r.
Aby sprawdzić przyjęty system przekazywania LWP broni jądrowej należało odbyć ćwiczenia. Ćwiczenia takie przeprowadzono w lutym 1965r. Ich celem było wypróbowanie transportu broni jądrowej z ZSRS do Polski, a dokładniej w zachodnio-północne obszary. Transport miał odbywać się w warunkach maksymalnie zbliżonych do wojennych. Operacją kierował sowiecki generał Paweł Batow, który w tym czasie był szefem Sztabu Generalnego Armii Sowieckiej ( Radzieckiej ). Ze strony Polskiej dowodził generał brygady Tadeusz Hupałowski. Na lotnisko w Debrznie przyleciały cztery sowieckie samoloty uderzeniowe Su-7 B. Do portu w Ustce przypłynął sowiecki specjalny statek, z którego wyładowano głowice i przetransportowano na poligon w Drawsku oraz na lotnisko w Słupsku. Głowice transportowano także koleją przez przejście w Brześciu na poligon w Bornem-Sulinowie. Transport odbywał się także samochodami. W dniu 26.02.1965r. w Karwicach na terenie poligonu drawskiego odbył się pokaz gotowych do odpalenia rakiet operacyjno-taktycznych i taktycznych. Pokaz odbył się w obecności ponad 100 wyższych rangą oficerów Polskich i sowieckich. Nikt nie był zadowolony. Były opóźnienia. Na dodatek stwierdzono, że transport był wyjątkowo łatwym celem dla przeciwnika. Pozostało jedno wyjście. Na terenie Polski musiały powstać składy głowic i bomb jądrowych.

Składy broni jądrowej na terenie Polski. 1967r.
Na początku wyznaczono miejsca gdzie miały powstać składy. Ustalono ich liczbę na trzy. Zlokalizowano je odpowiednio; Obiekt 3001 – Podborsk niedaleko Białogardu, Obiekt 3002 – Brzeźnica-Kolonia koło Jastrowa, Obiekt 3003 – Templewo niedaleko Trzemeszna Lubuskiego. Budowa tajnych magazynów zaczęła się w 1967r. Były one zaprojektowane przez stronę sowiecką i strona sowiecka dostarczyła wyposażenie. Jednak to Polska zapłaciła za wszystko. W sumie 180 mln złotych. Budowę prowadziły jednostki budowlane WP miedzy innymi z Piły. Prace prowadzono pod przykrywką, że budowane obiekty posłużą jako tajne ośrodki dla wojsk łączności. Polscy inżynierowie wojskowi zakończyli prace w dniu 30.01.1970r. Zachowały się trzy protokoły państwowej komisji odbioru i przekazania do eksploatacji zakończonych budów. Potem obiekty przejęli sowieci. Każdy z obiektów był kompleksem i przypominał twierdzę. Mógł pomieścić 120 żołnierzy, 60 oficerów i techników. Podstawowymi obiektami były dwa składy "materiałów wybuchowych i środków detonujących". To w nich trzymano broń jądrową. Były budynki administracyjne i koszarowe. Były garaże i magazyny paliw. Każdy kompleks był chroniony przez oddział Specnazu. Z powietrza teren przypominał pagórki porośnięte lasem. W przypadku desantu z powietrza, na spadochroniarzy czekały rzędy metalowych słupów. Drogi asfaltowe i betonowe przykrywała z góry siatka maskująca. Do dziś zachowały się podtrzymujące je resztki metalowych pierścieni. Całość była otoczona potrójnym drutem kolczastym podłączonym do wysokiego napięcia. Były także lekkie schrony z bronią maszynową. Schronów tych było kilkanaście. Były także mury ze strzelnicami ustawione w odpowiedni sposób. Wnętrza magazynów z bronią nuklearną strzegły cztery pary stalowych drzwi o grubości pół metra, otwierane były za pomocą mechanizmu hydraulicznego i silników. Do budowy pomieszczeń użyto żelazobetonu. Wszystkie sale wyposażone były w mierniki promieniowania, tzw. liczniki Geigera. W połowie 80-tych lat w magazynach tych znajdowało się 178 ładunków jądrowych ( po około 60 w każdym ), z tego 14 głowic o mocy 500 kt, 35 o mocy 200 kt, 83 o mocy 10 kt, a ponadto 2 bomby lotnicze o mocy 200 kt, 24 o mocy 15 kt i 10 o mocy 0,5 kt. Dla porównania, bomba zrzucona na Hiroszimę w 1945r. miała moc 15 kt.

Teczka o kryptonimie WISŁA
W 2006r. została odtajniona przez ministra obrony narodowej teczka o kryptonimie WISŁA. W czasach PRL była jedną z najbardziej strzeżonych tajemnic, gdyż mówiła o sowieckiej broni jądrowej składowanej na terenie Polski. Teczkę tę przekazano do IPN ( Instytutu Pamięci Narodowej ). Co zawiera ta teczka? – składa się ona z kilkunastu dokumentów, które potwierdzają przechowywanie broni jądrowej na terenie Polski. Są tam dokumenty, z których po raz pierwszy dowiadujemy się, ile głowic przechowywano na naszym terytorium. Z materiałów wynika także, że w przypadku wojny głowice i bomby jądrowe będą przekazane LWP. Wytypowano Polskie jednostki rakietowe i lotnicze, które miały otrzymać tę broń i miały wziąć udział w uderzeniu jądrowym na europejskie państwa NATO. Wśród materiałów operacji WISŁA, które obecnie znajdują się w IPN, jest porozumienie z dnia 25.02.1967r. zawarte w Moskwie przez ministra obrony PRL Mariana Spychalskiego i ministra obrony narodowej ZSRR marszałka Andrieja Grieczkę. Właśnie ta umowa przewidywała umieszczenie magazynów broni nuklearnej w Polsce. Polska sfinansowała budowę, Moskwa miała wyłączne prawo użytkowania magazynów. Są tam także szczegółowe plany, jak również instrukcje przekazywania głowic i bomb jednostkom LWP. Zachowały się też upoważnienia do odbioru głowic wydane polskim oficerom przez Sztab Generalny Wojska Polskiego i lista 12 najwyższych rangą wojskowych dopuszczonych do tajemnicy. Wszystkie dokumenty opatrzono gryfem ściśle tajne. Z dokumentów wynika, że po rozpoczęciu wojny wojsko Polskie miało wystrzelić 178 głowic w kierunku celów znajdujących się w Europie Zachodniej. Tajemnicy strzeżono do końca. Jeszcze w marcu 1990r. zastępca szefa Sztabu Generalnego i szef zarządu operacyjnego ( czyli dowódca frontu polskiego ) gen. dyw. Franciszek Puchała przekazywał dokumenty o kryptonimie WISŁA swojemu następcy gen. bryg. Marianowi Robełkowi jako największy sekret. 

1992r.
Wraz z opuszczeniem przez wojska sowieckie terenów Polski zabrały one ze sobą broń jądrową. Stało się to do 1992r. Na podstawie dostępnych materiałów wiemy dojść dużo na temat broni jądrowej przeznaczonej na wyposażenie Polskiego wojska. Natomiast pozostaje jeszcze kwestia broni jądrowej przeznaczonej dla armii sowieckiej stacjonującej na terenie Polski. Z dużym prawdopodobieństwem możemy przyjąć, że za naszymi plecami sowieci mieli jeszcze inne magazyny dla takiej broni.

Opracował Karol Placha Hetman